Dlaczego napisałem artykuł o pisaniu artykułów na LinkedIn? Własny blog pozwala mi zachować niezależność publikowanych artykułów od dużego „wydawcy treści”. Powinność wobec moich czytelniczek i czytelników nakazuje mi wytłumaczyć dlaczego czytając post na LinkedIn muszą kliknąć w link, aby przejść do artykułu na LinkedIn, aby finalnie trafić na mój blog. Nie uważam, tego rozwiązania za idealne. Na szczęście skracam tę drogę umieszczając link do artykuły na moim blogu w komentarzu na LinkedIn.

Dodatkowo podobną kwestię napotkałem dla treści video, a mianowicie moich video tutoriali, więcej o tym napisałem z moim artykule Moje video tutoriale są na Odysee.com, oparte na LBRY. Dlaczego, to jest istotne? „LBRY does to publishing, what Bitcoin did to money.”: „Publikując moje video tutoriale na moim kanale na YouTube zdaję sobie sprawę, że mogą one zniknąć w dowolnym momencie z powodu naruszenia bliżej niesprecyzowanych – community guidelines – wytycznych dla społeczności.” […] „Chcąc zachować niezależność publikowanych video od dużego „wydawcy treści” umieszczam moje video tutoriale na moim kanale na Odysee.com.”.

Wyjaśnienie podzielę na dwie części, techniczną (ograniczenia na LinkedIn) oraz związaną z niezależnością publikowanych treści.

Pierwsza kwestia jest prosta, na LinkedIn „trzeba” artykuł wypromować za pomocą posta, bo inaczej nie dotrze do szerokiego grona odbiorców. Czyli umieszczenie artykułu generuje potrzebę tworzenia oddzielnego posta. Sam post ma ograniczenie, co do ilości znaków – 3000 znaków. Tworząc artykuł na LinkedIn nie umieszczam całości treści nie chcąc zdradzać wszystkiego od razu.

Druga kwestia jest związana z niezależnością publikowanych treści, którą podzielę na dwa elementy: dostępność usługi oraz prawa autorskie. Chcę uniezależnić się od tzw. single-point-of-failure, jednego miejsca, które może zostać wyłączone lub ograniczyć moje publikacje w dowolnym momencie. Chcę również w pełni posiadać prawa autorskie do moich artykułów.

Poniższe informacje można zastosować do dowolnej innej platformy, na której można publikować własne treści, LinkedIn jest tylko przykładem.

Umowa z użytkownikiem LinkedIn – User Agreement, obowiązująca od 1 lutego 2022 r – zawiera poniższe informacje:

3. Rights and Limits

3.1. Your License to LinkedIn

You own all of the content, feedback and personal information you provide to us, but you also grant us a non-exclusive license to it. […]

As between you and LinkedIn, you own the content and information that you submit or post to the Services, and you are only granting LinkedIn and our affiliates the following non-exclusive license:

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w porządku, ale…, no właśnie, pojawiają się dodatkowe warunki, kiedy wczytujemy się dalej w umowę z użytkownikiem LinkedIn.

A worldwide, transferable and sublicensable right to use, copy, modify, distribute, publish and process, information and content that you provide through our Services and the services of others, without any further consent, notice and/or compensation to you or others. These rights are limited in the following ways: […]

3. We will get your consent if we want to give others the right to publish your content beyond the Services. However, if you choose to share your post as „public, everyone or similar”, we will enable a feature that allows other Members to embed that public post onto third-party services, and we enable search engines to make that public content findable though their services. […]

Zachęcam do zapoznania się z całością User Agreement obowiązującej na LinkedIn.

3. Rights and Limits

3.2 Service Availability

We may change or end any Service or modify our prices prospectively.

3. Rights and Limits

3.4 Limits

We have the right to limit how you connect and interact on our Services.

Dostępność usługi LinkedIn jest całkowicie niezależna ode mnie, oznacza to, że nie mam możliwości zareagować samodzielnie na awarię i/lub problemy techniczne. Dlatego postanowiłem założyć własny blog (używając WordPress), wykupić własny serwer oraz domenę oraz certyfikat SSL. Do tego dodałem system monitoringu i powiadomień w razie awarii lub czasowej niedostępności usługi. Własny serwer i cała otoczka brzmi skomplikowanie, ale w praktyce, tak nie jest. Wszystko można załatwić w jednym miejscu.

Od kiedy zacząłem intensywnie korzystać z LinkedIn, coraz częściej zaczęły pojawiać się problemy z niedostępnością platformy LinkedIn. Poniżej przykładowe komunikaty błędów.

Niedostępność usługi LinkedIn - HTTP response status 500 - Unknown Host
Niedostepnosc uslugi LinkedIn – HTTP response status 500 – Unknown Host
Niedostępność usługi LinkedIn - Error - Something went wrong.
Niedostepnosc uslugi LinkedIn – Error – Something went wrong.

Przygotowując się do napisania, tego artykułu znalazłem następujące informacje. Jak podaje anglojęzyczna Wikipedia – powołując się na The Wall Street Journal – „Od grudnia 2016 roku jest spółką całkowicie zależną od Microsoft.”. Ta sama Wikipedia napisała: „W czerwcu 2012 r. Yevgeniy Nikulin i inni hakerzy ukradli kryptograficzne skróty około 6,4 miliona haseł użytkowników LinkedIn, którzy następnie opublikowali skradzione hasze w Internecie.” – więcej informacji na Niebezpiecznik.pl.

Tak jak napisałem wcześniej prowadzenie własnego bloga może wydawać się skomplikowane. Własny serwer, domena, certyfikat SSL oraz znajomość WordPress nie jest, tak skomplikowane, jak by się mogło wydawać. W internecie można znaleźć wiele pomocnych stron w tym temacie. Ten artykuł nie będzie poradnikiem jak założyć i prowadzić własny blog, ale chciałem w tym miejscu wspomnieć o jednej rzeczy. Wiele osób, które zaczyna swoją przygodę z własnym blogiem wybiera rozwiązania, które mają „wszystko automatycznie zrobić” za nich, tzw. kreatory stron internetowych.

Create a website without limits

Discover the platform that gives you the freedom to create, design, manage and develop your web presence exactly the way you want. Easy-to-Use platform thanks to its drag-and-drop interface.

Moim zdaniem, rozwiązania typu „kreatory stron internetowych” w dłuższej perspektywie czasu sprawiają więcej problemów niż korzyści wynikających z ich „prostoty”. Migracja danych i domeny z „kreatorów stron internetowych” na własny serwer może być bardzo utrudniona i czasochłonna.

W pierwszej części artykułu opisałem jak, to wygląda od strony „osób prywatnych”, firmy również „idą na łatwiznę” i bardzo dużo systemów informatycznych „przenosi się do publicznej chmury”, oddając kontrolę nad cennymi zasobami firmy – sprzęt i dane – w ręce osób trzecich. Nie jestem zwolennikiem, tego typu rozwiązania, ale to już temat na oddzielny artykuł. Moim zdaniem własne, prywatne chmury obliczeniowe na własnych serwerach są dobrym rozwiązaniem.

Niebo pełne chmur zewnętrznych dostawców powoduje, że:

– Tracimy kontrolę nad sprzętem i oprogramowaniem, które są dla nas krytyczne.
– Tracimy pierwotne założenia sieci internet, która miała być zdecentralizowana.

Nie zawsze podążanie za „tłumem i chwilową modą” jest najlepszym rozwiązaniem.

Podsumowując, chcąc zachować niezależność publikowanych treści oraz prawa autorskie do nich, powinniśmy dwa razy zastanowić się, gdzie i w jakiej formie publikujemy nasze treści. Jeżeli już chcemy publikować treści, to zadbajmy o kopię zapasową, pierwotne źródło naszych treści na naszych serwerach, które są pod naszą kontrolą. Wiedzę, którą tu przedstawiłem nie przyswoiłem w “jeden dzień”, jest ona wynikiem “kompilacji” wiedzy z różnych źródeł z celowym pominięciem – “dobrze przeszkolonego pracownik informacji turystycznej” – sztucznej inteligencji. Jestem ciekawy czy, taka forma artykułu się spodoba?

Zdjęcie autorstwa cottonbro studio z Pexels.